Karty historii | 25 września 2010 | Tagi: akt, bój, koniec, listopad, partyzant, powstanie, styczeń, wojna, wybuch, zakaz
Powstanie Listopadowe wybuchło w Królestwie Polskim, ale objęło też Litwę, Żmudź i Wołyń. Przyczynami powstania listopadowego było niedotrzymywanie postanowień konstytucji z 1815 roku przez Rosjan, a także aktu końcowego kongresu wiedeńskiego. Powoli zaczęto ograniczać wolność Polaków, np. zniesiono wolność prasy i wprowadzono cenzurę prewencyjną, zakazano działalności zgromadzeń, rozbito tajne stowarzyszenia w prowincjach zabranych, zaczęto prześladować filaretów i filomatów, zlikwidowano jawność zgromadzeń sejmowych i skazano dowódcę Wolnomularstwa Narodowego – Waleriana Łukasińskiego. Nienawidzono wielkiego księcia Konstantego i Mikołaja I, gdyż poniżali Polaków, stworzyli tajną policję i system donosicielstwa. W nocy z 29 na 30 listopad wybuchł bunt pod dowództwem Piotra Wysockiego. Pożar browaru na Solcu miał być sygnałem do zapoczątkowania powstania. Toczono dzielne boje, wybuchła wojna polsko – rosyjska i wojna partyzancka. Niestety 21 października 1831 roku powstanie upadło przez Adama Jerzego Czartoryskiego, Bonawenturę Niemojowskiego, Józefa Chłopickiego, Jana Skrzyneckiego, Jana Krukowieckiego, Henryka Dembińskiego i Macieja Rybińskiego. Powstanie styczniowe było sprzeciwem wobec rosyjskiego ucisku na naród polski. Powstanie styczniowe było nadzieją na odzyskanie niepodległości. Polacy chcieli walczyć, gdyż byli zmotywowani sukcesami Włochów w walce o wolność ich kraju. Władze rosyjskie bardzo brutalnie tłumiły przedpowstaniowe manifestacje. Uformowały się dwa obozy w walce z wrogiem. Obóz biały stawiał na pracę organiczną, legalne działania i nie chciał szybkiego wybuchu powstania. Na jego czele stał Leopold Kronenberg z Delegacją Miejską, a następnie z Dyrekcją Krajową. Natomiast obóz czerwony dążył do wybuchu powstania i reform społecznych. Na jego czele stali Chmieleński i Korzeniowski z Komitetem Miejskim, a później Bobrowski, Dąbrowski, Giller, Padlewski z Centralnym Komitetem Narodowym. Główną przyczyną przyspieszenia wybuchu powstania były, tzw. branki, czyli rosyjskie pobory do wojska, aby rozbić konspiracyjne ugrupowania. 22 stycznia 1863 roku zdecydowano o przeobrażeniu się CKN w Tymczasowy Rząd Narodowy, który ogłosił powstańcy manifest. Niestety powstanie upadło w 1864 roku, a Polacy stracili resztki nadziei.


Przygody Kolumba Na początku roku 1492 włoskiemu podróżnikowi Krzysztofowi Kolumbowi udało się przekonać hiszpańskiego króla Ferdynanda i królową Izabelę do swojej teorii, że z Europy do legendarnych Indii istnieje jeszcze inna, korzystniejsza droga morska. “Indiami” nazywano wówczas kraj wschodniej Azji, o których mówił 200 lat wcześniej wenecki podróżnik Marco Polo w swoim “Opisaniu świata”. 3 sierpnia 1492 Kolumb opuścił Hiszpanię na trzech niewielkich statkach. Dlaczego nie dotarł do Indii, lecz wylądowała wyspach Bahama, przedstawia mapa. Żeglującemu na zachód Kolumbowi drogę zagrodził olbrzymi, dotąd nieznany, kontynent amerykański. Oto ironia historii: także po trzech kolejnych podróżach, aż do śmierci, Kolumb wierzył, że odkryty przez niego Nowy Świat to właśnie “Indie Zachodnie”, a jego czerwonoskórzy mieszkańcy to “Indianie”. Wiosną 1493 odkrywcy powrócili do Hiszpanii, gdzie zostali sowicie wynagrodzeni. Król i królowa uzyskali od papieża hiszpańskiego pochodzenia, Aleksandra VI, potwierdzenie własności odkrytych przez Kolumba ziem. W taki sposób drugi co do wielkości kontynent świata jednym pociągnięciem pióra stał się własnością hiszpańskiej korony. Fryzyjskie starcie Po katastrofie w Wisby bractwo witalijskie rozpadło. Jedna z grup pożeglowała na północ Szwecji, do Norrlandii. Tam, w zamku Faxeholm, znalazła tymczasowe schronienie. Grupa ta została później ułaskawiona. Dwie inne grupy zostały wierne swojej pirackiej profesji. Wycofali się na południowy zachód Finlandii i na wyspy Ertholm w pobliżu Bornholmu. Główna grupa pożeglowała w kierunku w północno-zachodnim, poprzez cieśninę Kattegat, opłynęła następnie północny cypel Danii, aż w końcu znalazła schronienie na wybrzeżu wschodniofryzyjskim. Przywódcami braci witalijskich byli Godeke Michels i Klaus Stortebeker. Już wcześniej ścigali oni i napadali na statki wszelkich narodowości w Zatoce Helgolandzkiej i na wybrzeżu Holandii. Gdy pojawili się po raz drugi na tym samym terenie, stowarzyszenie miast hanzeatyckich w Lubece postanowiło raz na zawsze skończyć z widmem. Pierwsze uderzenie wymierzone było przeciw wschodnim Fryzyjczykom, którzy udostępnili braciom witalisjkim kwatery zimowe. W roku 1400 na wschodniofryzyjskim wybrzeżu pojawiła się eskadra lubeckich i hamburskich “kog pokoju”. Hanzeaci przeczesali każdy zakątek, zabijając przy tym 80 braci witalijskich. Fryzyjczycy wystraszyli się i wydali kolejnych 25 piratów pod miecz. Zostali oni straceni na rynku w Emden, na oczach swoich poprzednich protektorów. Jednym ze straconych był nieślubny syn fryzyjskiego władcy, Konrada von Oldenburga. “Kolorowa Krowa” okrętem flagowym Zimą 1401 roku hanzeatyckie miasto Hamburg przygotowywało się do zadania ostatecznego ciosu. Zbudowano dwa nowe statki wojenne; “Kolorowa Krowa” została okrętem flagowym. Wczesną wiosną flotylla, zamaskowana jako konwój kupiecki, ruszyła w dół Łaby, w kierunku wyspy Helgoland. Tam właśnie, w południowym porcie, zakotwiczone były statki braci witalijskich. Wypadki potoczyły się zgodnie z przewidywaniami hamburczyków. Statki Stortebekera rzuciły się na rzekomy łup. W tym momencie “Kolorowa Krowa” zatrzymała się i odkryła swoje otwory działowe. Rozpoczęła się szalona, rozpaczliwa walka, lecz bracia witalijscy nie mieli żadnej szansy. Zginęło 40 spośród nich, a 70 dostało się do niewoli – pośród nich Klasu Storebeker. Hamburczycy zrobili piratom uczciwy proces. Dopiero w październiku zapadły wszystkie wyroki. Brzmiały one: śmierć przez ścięcie mieczem. 20 października 1401 przywieziono skazany braci witalijskich na wyspę Grasbrook na Łabie, gdzie zostali stracenie. Ich przybite do pali głowy umieszczono na skraju toru wodnego.
Siły, jakie można było przeznaczyć na ósmą armię niemiecką były duże: dwie armie. Można było dokonać tego w czasie, gdy armia niemiecka była zajęta walkami z amią Łódź. General Kutrzeba zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że czas pracuje na naszą niekorzyść, gdyż niemiecka ósma armia wyprzedzała naszą armię Poznań i mogło dość do sytuacji, w której dowódca niemieckiej armii decydowałby, gdzie i kiedy uderzyć, a oznaczałoby to, że już na początku bitwy, miąłby przewagę. Kutrzeba zdawał sobie sprawę z tego niebezpieczeństwa, ale decyzja nie należała do niego. Naczelny wódz, Marszalek Rydz Śmigły i general Kutrzeba w czasie rozmowy korzystali z cywilnej linii telefonicznej, która łatwo mogła być podsłuchiwana przez Niemców, dlatego używali prostego, ale bardzo skutecznego kodu, częściowo opracowanego już przed wojną, częściowo tworzonego na gorąco, w czasie rozmowy. Marszalek Rydz Śmigły odrzucał argumenty Kutrzeby, nie chciał się zgodzić na jego plany, nakazywał wycofanie armii Poznań pod Warszawę, tym samym stawiał armie Poznań w bardzo trudnym położeniu, czego Kutrzeba obawiał się. Meldunki z frontu, napływające do Warszawy tworzyły obraz totalnej katastrofy: front przerwany, brak odwodów, które mogłyby odtworzyć linię frontu. W nocy z czwartego na piąty września, zgodnie z wcześniejszym planem rozpoczęła się ewakuacja rządu. W warszawie mówiło się, że lada dzień, na polskim niebie pojawią się francuskie eskadry bombowe, a na Bałtyk wpłynie potężna brytyjska flota. Z zagranicy napływały radosne informacje. Pierwszego września w angielskim porcie rozpoczęło się ładowanie na polski statek czterech dział morskich i silników lotniczych, siódmego września polskie attache wojskowy raportował z Paryża o tym, że Francuzi wysyłają batalion czołgów z zapasem amunicji, samochody ciężarowe, sto traktorów, motocykle, amunicję, działa. Transportowe statki francuskie miały odejść z Marsylii za osiem do dziesięciu dni, a na morzu były już inne statki, wiozące najbardziej niezbędną broń do rumuńskich portów, skąd miała zostać dostarczona do Polski. W tym czasie na polski front przybył już Adolf Hitler. Ze swojego pociągu przesiadł się do mercedesa, aby dojechać na front. Na stacji Połczyn lokomotywy jego pociągu cały czas pozostawały pod parą, bowiem Hitler obawiał się, że na zachodzie wojska francuskie mogą uderzyć, dlatego chciał mieć możliwość jak najszybszego przejazdu na tamtejszy front, jednakże ten front nie powstał. Francja skoncentrowała czternaście dywizji, z których dziewięć miało rozpocząć działania zaczepne. Oddziały francuskie wkroczyły do zagłębia Sary, ale dziewięć dywizji nie stanowiło siły, która mogłaby zagrozić skutecznie Niemcom.
Francuscy dowódcy swoją operacją prowadzili całkowicie bez przekonania, zwłaszcza, że Francja nie była gotowa do wojny, natomiast odnotowano ożywiony ruch na francuskich lotniskach. Uderzenie powietrzne na niemieckie zakłady zbrojeniowe, bazy i jednostki wojska mogło wywrzeć pożądany efekt, ale rządy Francji i Wielkiej Brytanii odrzucały taką możliwość. Z francuskich lotnisk startowały samoloty z ulotkami. W pierwszych dniach września francuskie lotnictwo zrzuciło na Niemcy pięć milionów ulotek, ośmieszających Hitlera i informujących niemieckie społeczeństwo, ze ich przywódcy są skorumpowani i nieuczciwi. Zgodnie z rozkazem naczelnego wodza armia Poznań rozpoczęła odwrót z Wielkopolski w stronę Warszawy, choć jej dowódca, general Kutrzeba ani na chwilę nie porzucił planu uderzenia na niemieckie wojska, toczące krwawe boje z armią Łódź, musiał jednak wykonać rozkaz. Odwrót armii Poznań odbywał się we wzorowym porządku: szli marszem ubezpieczonym, gotowi odeprzeć atak wroga. Poruszali się głównie nocami, co uniemożliwiało wrogowi wykrycie naszych wojsk. Jedynie dywersanci śledzili polskie oddziały, rozpalając stogi, co miało zwrócić uwagę lotnictwa i wskazać obserwatorom kierunki, w jakich zmierzały nasze dywizje. General Kutrzeba zatrzymał się w dworze Mchówek, kolo Izbicy, gdzie miał przygotowaną bojową kwaterę. W sytuacji ewakuacji rządu wszelkie wiadomości o zaistniałej sytuacji miały wartość ogromną dla morale społeczeństwa i wojska, które w wielu miejscach toczyło krwawe boje. Na wybrzeżu, gdzie siódmego września, po bohaterskiej obronie skapitulowało Westerplatte, bronił się Hel, uniemożliwiając niemieckiej flocie swobodny dostęp do portów w Gdańsku. Nasza flota już się nie liczyła: dwa największe okręty zostały zatopione w porcie helskim przez niemieckie samoloty, ale działa z Gryfa, przeniesione na ląd miały wzmocnić obronę półwyspu. Wciąż wałczyło polskie lotnictwo, które w ciągu pierwszych sześciu dni wojny strąciło niemalże połowę samolotów. Polska jednak liczyła na pomoc sojuszników, pomoc, która mogła całkowicie zmienić sytuację. Do Francji przybywały oddziały brytyjskiego korpusu ekspedycyjnego, miało to jednak znaczenie polityczne, a nie militarne. Oddziały ochotniczej armii terytorialnej nie miały wielkiej wartości bojowej i było oczywiste, że musi minąć wiele czasu, zanim zdołają przygotować się do walki. Brakowało im ciężkiej artylerii i czołgów. Brytyjski korpus ekspedycyjny mógłby podjąć walkę z Niemcami najwcześniej na początku 1940 roku. Armia francuska była wystarczająco silna, aby sama wpłynąć na bieg wojny, ale jej dowódcom brakowało woli walki. Francuscy oficerowie byli sparaliżowani pamięcią o ogromnych stratach poniesionych podczas minionej wojny.
