Ludzie | 18 września 2010 | Tagi: człowiek, kultura, Ludzie, nazwisko, Polska, rezultat, rozbiór, Sieniawa, stulecie
Adam Kazimierz Czartoryski naprawdę nazywał się Adam Kazimierz Joachim Ambroży Marek Czartoryski. Jest to kolejne z bardzo znanych nazwisk, jeżeli chodzi o polskie oświecenie. Czartoryski żył na przełomie osiemnastego oraz dziewiętnastego stulecia. Pochodził z Gdańska, zmarł natomiast w Sieniawie licząc sobie osiemdziesiąt dziewięć lat. Zasłynął z bardzo wielu rzeczy, między innymi z tego, że stał na czele Stronnictwa Patriotycznego. Był zaliczany do politycznych adwersarzy ostatniego polskiego monarchy Stanisława Augusta Poniatowskiego. Preferował przeprowadzanie reform, nie uznawał prowadzonej przez króla polityki, która – jak wiadomo – doprowadziła w rezultacie do trzech rozbiorów Polski. Czartoryski pełnił także funkcję komendanta prestiżowej i bardzo liczącej się w tamtym czasie Szkoły Rycerskiej. Ponadto zasiadał w Komisji Edukacji Narodowej. Był także posłem na Sejm Wielki (Czteroletni). Adam Stanisław Naruszewicz to następne bardzo zasłużone dla polskiej kultury nazwisko. Naruszewicz żył w epoce oświecenia, której był wybitnym reprezentantem. Żył on w osiemnastym stuleciu. Zmarł w Janowie Podlaskim licząc sobie sześćdziesiąt trzy lata. Był człowiekiem posiadającym wszechstronne wykształcenie i wiedzę z zakresu wielu dziedzin. Należał do jezuickiego zakonu. W obszarze jego zainteresowań leżały między innymi historia, polityka oraz literatura. Sprawował wiele znamienitych stanowisk oraz godności związanych ze stanem duchownym. Był studentem znajdującej się we Francji – a uściślając, w Lyonie, szkoły prowadzonej przez jezuitów. W Akademii Wileńskiej wykładał jako profesor. Na początku lat siedemdziesiątych osiemnastego stulecia objął stanowisko redaktora pisma zatytułowanego “Zabawy Przyjemne i Pożyteczne”. Był autorem rozlicznych utworów o charakterze historycznym i literackim.


Zasługi Leonarda da Vinci dla ludzkości są naprawdę nieocenione – i to na wielu płaszczyznach. Jedną z nich jest architektura. W tym miejscu chodzi o konstrukcję budowlaną – wybitny przedstawiciel włoskiego renesansu uchodzi za ojca współczesnych technik budowlanych. To właśnie on jako pierwszy skojarzył ze sobą takie zagadnienia jak mechanika oraz stateczność budowlanej konstrukcji, odkrył, że jedno z drugim jest ściśle powiązane, jednak konstrukcja jako termin powiązany z matematycznymi obliczeniami wszedł do użycia dopiero w dziewiętnastym stuleciu. W konstrukcji budowlanej podstawę stanowią elementy zgrane ze sobą tworząc idealną całość. Do najbardziej istotnych takich elementów zaliczane są między innymi fundamenty, filary, nośne ściany i więźby dachowe. To od tych podstawowych elementów uzależniona jest trwałość konstrukcji. Konstrukcja budowlana dziś wykorzystywana jest powszechnie. Jednym z architektonicznych projektów, jakie stworzył Leonardo da Vinci był most w Konstantynopolu. Projekt tego obiektu powstał w pierwszych latach szesnastego stulecia. Pomysł ten narodził się w głowie wybitnego Włocha, kiedy akurat z dość krótką wizytą gościł on w Rzymie. był wówczas świadkiem rozmowy, jak toczyła się pomiędzy głową Kościoła katolickiego papieżem Aleksandrem VI a posłańcami sułtana. Wszystko wskazuje na to, iż przy tej okazji nadmienili oni, że sułtan bardzo chętnie widziałby Leonarda w roli projektanta mostu zlokalizowanego nad Złotym Rogiem. Innego, tradycyjnego mostu wtedy tam nie było, a jedynie tylko taki, który pływał na beczkach. Budowa mostu w Konstantynopolu trwała generalnie od końca piętnastego wieku, ale w tym czasie da Vinci badał ten teren pod kątem topograficznym. Mostu nie wybudował. Projekt w wersji stumetrowej zrealizowano dopiero przed ośmioma laty.
Niewolnicy mieszkali w lichych chatkach bez okien. W południowej części Stanów Zjednoczonych biali farmerzy mieli niewielu niewolników. Na liczących kilku niewolników farmach los czarnoskórych pracowników nie był najgorszy. Mieszkali oni w podobnych warunkach jak ich właściciele. Były to drewniane domki, nieco mniejsze niż domy panów. Inaczej było na plantacjach, na których pracowało około trzystu do pięciuset niewolników. Gospodarstwa takie liczyły około pięciuset hektarów. Na obszarze oddalonym od rezydencji właściciela wznoszono specjalną dzielnice dla niewolników. Budynki, w których mieszkali niewolnicy były niskimi, kwadratowymi chatami, połączonymi ścianami, z płaskim dachem, bez okien. W środku pomieszczenia znajdowało się klepisko. W każdym domku mieszkało dziesięciu ludzi, najczęściej były to rodziny. Spali oni na deskach przykrytych zgrzebną wełną. Wielkich plantatorów stać było na wybudowanie zdecydowanie lepszych mieszkań dla niewolników. Nie robili tego, ponieważ uważali, że niewolników należy traktować tak jak zwierzęta, muszą oni wiedzieć, że są nikim. Niekiedy zezwalano niewolnikom na zabawę- tańce i śpiewy. Niewolnikom pracującym na plantacjach nie przysługiwał wolny dzień. Niekiedy zdarzało się, że wymogi produkcji rolnej pozwalały na jeden dzień wolny od pracy. Średnio niewolnik pracował piętnaście godzin dziennie, a w czasie zbiorów nawet dwadzieścia. Znacznie lepszy los spotykał niewolników pracujących w domach panów. Dotyczyło to głównie kobiet, którym udało się dostać do pracy w kuchni, czy przy opiece nad dzieckiem. Na lepsze traktowanie i trochę wolnego czasu liczyć mogli również niewolnicy “wyspecjalizowani”, tworzący na przykłada zespół muzyczny. W dobrym tonie było, kiedy bogaty plantator miał prywatny zespól muzyczny składający się z niewolników, przygrywający gościom. Po dobrych zbiorach, kiedy właściciel był zadowolony ze swoich pracowników pozwalał niekiedy na zabawę przy dźwiękach muzyki. Niewolnicy zapominali i oddawali się zabawie, tańcom i śpiewom. Taniec i śpiew należały do ich ulubionych form rozrywki. Z obawy przed buntem zakazano nauki czytania i pisania. Biali plantatorzy obawiali się, że zdobycie przez niewolników wiedzy może wzbudzić w nich chęć wprowadzenia w życie zasad chrześcijańskich. Głównym miejscem pracy niewolników były plantacje bawełny. Niewolnicy w przeważającej mierze pracowali na plantacjach bawełny. Pewien procent wykonywał inne prace. Uprawiano również ryż i trzcinę cukrową, głównie na granicy Georgii i Florydy. Nieco lepszy los spotykał niewolników pracujących w miastach. Wykonywali oni tam różne zawody. Zajmowali się kowalstwem, ciesielstwie, czy fryzjerstwem. Wykonujący te zawody Murzyni mieli większe szanse na wykupienie się od pana. Rozwijało się rzemiosło i przemysł, w którym zatrudniano głównie czarnoskórych niewolników.W domach bogaczy zatrudniano niewolników do różnych prac. Kobiety zajmowały się wychowywaniem i karmieniem dzieci. Uważano, bowiem, że kobieta karmiąca dziecko traci siły, dlatego mamkami zostawały czarnoskóre kobiety. Dawało im to uprzywilejowaną pozycję, ponieważ dostawały więcej lepszej żywności. Kobiety zajmowały się nie tylko dziećmi, ale również odpowiadały za kuchnie, wszelkie prace domowe i porządki. Mężczyźni pełnili funkcje dozorców, lokajów i portierów. Los “luksusowych” niewolników był o wiele lepszy niż tych pracujących na plantacjach.
Historycy Czejenów do dziś utrzymują, że ich wódz nie był wrogo nastawiony do białych. Żołnierze i osadnicy sądzili jednak inaczej. Atak na obozowisko zakończył żywot starego wodza i przytępił zapal jego ludu. Niedługo, południowe plemiona przeniosły się na zachodnią część indiańskiego terytorium i spełniły tam warunki traktatu. Komitet pokojowy pragnął ustalić z Siuksami warunki pokoju, lecz Czerwona Chmura pozostawał nieugięty. Zażądał rozebrania wszystkich fortów, a ponieważ w zimie było to trudne, poproszono go o zawieszenie broni do wiosny. Wraz z jej nadejściem forty opuszczono. Indianie wkroczyli do nich i wszystkie spalili. Czerwona Chmura oznajmił potem, ze jest gotów na przyjęcie podarunków. Podpisał rozejm w kwietniu 1868 roku wraz z przywódcami innych grup Siuksów. Członkowie komitetu przysięgli, że biali nie wkroczą już na ich terytorium oraz zapewnią Indianom żywność, ubrania, bydło oraz wykształcenie. Czerwona Chmura dotrzymał umowy: on i Pstry Ogon otrzymali przywilej przynależności do indiańskiej agencji. Jednak wielu Indian nadal pozostali wrogo nastawieni. Mimo to od tej pory wszelkie walki z tymi plemionami ustały. Dziesięciolecie, w którym przelano tyle krwi zakończyło się swoistym pokojem. Przewodniczący komitetu do spraw Indian pogratulował swoim podwładnym poprawienia relacji z plemionami. Kapitan Jack i jego obszarpańcy, to nie Czerwona Chmura, wspierany przez tysiące wojowników. Biuro do spraw Indian odmówiło mu i sprowadziło wojsko, żeby ujęło plemię i odstawiło do rezerwatu. Modokowie stawili opór i wycofali się. Wiedzieli dobrze, że mogli tam z ukrycia zabić wszystkich białych, którzy się zbliżą. Z początku żołnierze wyśmiali Jacka, który stwierdził, że powstrzyma nawet tysiąc żołnierzy, jednak po kilku dniach walki wśród magmowych skal i ostrzału niewidocznego wroga nikt już się nie śmiał. Rozpoczęto rokowania. Przez całą zimę i wiosnę grupa kapitana Jacka i komitet pokojowy wymieniały się wiadomościami. Jack odmówił wydania wojowników winnych morderstw i rozbojów oraz powrotu na ziemie Klematów. Rząd al utworzenia rezerwatu nad rzeką i amnestię. Na wiosnę ugoda była wciąż bardzo odległą perspektywą. Spotkanie z Indianami anulowano, ponieważ, oprócz sześciu Modoków, wybranych do rozmów wypatrzono jeszcze dwudziestu ukrytych wojowników. Komitet przyjął druga ofertę rozmów, choć było oczywiste, że Indianie planują zdradę. Trzech z pięciu członków komitetu zaakceptowało zagrożenie i przyjdą bez broni, jednak pozostali członkowie komitetu uznali, że spotkanie z Indianami było kwestią honoru. Obaj byli znani, jako szczerzy przyjaciele Indian. Obaj, którzy mieli broń zginęli, a pozostali członkowie komisji zdołali uciec.
