Wojsko | 17 września 2010 | Tagi: morale, podniosłe, prezydent, Roosvelt, Skorzena, wspomnienie, wydarzenie
To wydarzenie podniosła bardzo mocno niskie morale. O wyczynie Skorzeny wspomniano nawet w brytyjskim parlamencie. Kolejnym celem jednostki Skorzeny miał być Churchill. Skrzętnie opracowywano plan zamachu na niego, także na prezydenta Rosswelta oraz Stalina podczas konferencji w Teheranie w listopadzie 1943 roku. Plan ten porzucono ze względu na zbyt dużą odległość. Celem stal się również dowódca jugosłowiańskich partyzantów, Tito, ponieważ uważano go za silę napędową jugosłowiańskiego ruchu oporu, a dotychczasowe próby zamachu, czy porwania, nie powiodły się. Pomimo trudnych początków w Jugosławii, notowania Skorzeny były wciąż wysokie. Powoływano nowe, podobne jednostki, a jego ludzie wciąż się szkolili. Dodatkowo przekazano mu kontrolę nad kilkoma jednostkami sil specjalnych niemieckiej marynarki Luft Waffen, pośród których był tajny KG200. Ten szwadron używał przechwyconych samolotów na Tylach wroga. Otrzymał także jednostkę miniaturowych okrętów podwodnych oraz żywych torped. W skład jednostki wchodzili również nurkowie saperzy. Człowiek ten urodził się w Wiedniu w 1908 roku. Jego ojciec był właścicielem dochodowej fabryki, ale kryzys nie ominął jego rodziny. Mając 18 lat Skorzeny dostał się na uniwersytet wiedeński, gdzie zainteresował się szermierką. Później otworzył własną fabrykę, a w latach trzydziestych zainteresował się wyścigami samochodowymi. Wiele wyścigów organizowanych było przez partię nazistowską. Skorzeny wkrótce do niej dołączył, wierząc, że ekonomiczne problemy Austrii rozwiąże polityczny mariaż z Niemcami. W miastach trwały zamieszki, a w tym czasie Skorzeny był członkiem wiedeńskiego klubu gimnastycznego. Ta prawicowa organizacja zapewniała policji fizyczne wsparcie podczas demonstracji przeciwników politycznych. W 1938 roku Hitler przyłączył Austrię, tworząc Wielkie Niemcy, a rok później wybuchła druga wojna światowa. Skorzeny zgłosił się na ochotnika do Luft Waffen, ale został odrzucony ze względu na wiek: miał 31 lat, więc dołączył do Waffen SS i został podchorążym gwardii przybocznej Hitlera. Przypisano go wkrótce do jednej z dywizji Waffen SS, gdzie był odpowiedzialny za konserwację broni artyleryjskiej.


W roku 2002 kilkunastu żołnierzy Gromu zostało przerzuconych do Afganistanu, którzy stacjonowali w bazie Bagram. Była to główna baza sil koalicji w tym kraju. Jednostka przebywała w Afganistanie przez okres dwóch lat. Głównym zadaniem w Afganistanie była ochrona polskich saperów w momencie, gdy pracowali na polach minowych. Teren na tyle był ciekawy, że przeciwnik mógł podchodzić dość blisko i na tyle trudny dla żołnierzy, że niewiele atutów w ręku oni posiadali. Do zadań jednostki należało również patrolowanie, rozpoznawanie terenu bazy Bagram, gdzie znajdowało się bardzo ważne lotnisko dla Amerykanów, otoczone górami, w których spodziewano się gniazd broni maszynowej. Dodatkowe zadania, to ochrona vipów, którzy pojawiali się w stolicy Afganistanu. Głównym zagrożeniem, z jakim spotkali się żołnierze gromu, to miny, bardzo powszechne w tamtym terenie, a także talubscy bojówkarze. W rejonie Mazar Sharif żołnierze Gromu wraz z elitarną jednostką niemiecką przeszukiwali jaskinie, w których Talibowie ukryli swoje bazy. Granaty pułapki, połączone z linkami, wyrywającymi zawleczki miały uniemożliwić dotarcie do środka jaskiń. W czerwcu 2002 roku mina pul paka ciężko zraniła jednego z żołnierzy Gromu. I w tym miejscu jednostka Grom może pochwalić się sukcesami, a także wielkim szczęściem, jakie jej sprzyjało. Polscy komandosi przechodzili kolejne szkolenia w najlepszych tego typu jednostkach na świecie. Wtedy cala sprawa była ściśle tajna, a dopiero później dowiedziano się, że byli to doborowi żołnierze jednostki Delta Force. Każdy nowoprzyjęto żołnierz Gromu musiał też przejść jeszcze jeden nietypowy test bojowy: tak, jak dowódca jednostki musiał zasiąść między manekinami, udającymi terrorystów i zagrać rolę zakładnika, odbijanego przez komandosów Gromu. Przez kolejne lata Grom udowadniał, że dorównuje swoim nauczycielom. Amerykańscy dowódcy z uznaniem wypowiadali się o polskiej jednostce specjalnej. Polska jednostka Grom pod każdym względem dorównywała jednostkom tego samego typu, jakie posiadały Stany Zjednoczone, co dla Polski było ogromnym atutem. O tym, że istnieje jednostka wojskowa grom, opinia publiczna dowiedziała się dopiero po czterech latach od jej powstania. Prezydent Stanów Zjednoczonych poprosił polski rząd o wojskową pomoc w przeprowadzaniu pokoju w republice Haiti. Siedemnastego października 1994 roku polscy komandosi pojawili się na warszawskim lotnisku Okęcie. Pięćdziesięciu pięciu komandosów z dowódcą jednostki wyjeżdżało na Haiti. Komandosi Gromu wylądowali na Haiti, gdy Amerykanie odsunęli od władzy tamtejszą chustę wojskową. Nowy rząd nie potrafił zapanować nad sytuacją w republice.
W Polsce nikt nie spodziewał się, że Grom już na początku wojny z Irakiem przejdzie swój chrzest bojowy. Atak na platformę wiertniczą miał rozpocząć wojnę z Irakiem, dlatego zdobycie portu Umkazr było jedną z najważniejszych operacji wojskowych. Zadanie to musiały wykonać jednostki specjalne, a Grom ćwiczył szturm na amerykańskich lotniskowcach. Żołnierze Gromu wiedzieli, ze ich życie zależy nie tylko od wytrenowanych umiejętności. Tak jak tu, przed atakiem na iracką platformę wiertniczą, trenowali na zaznaczonej na piasku makiecie portu Umkazr, to ich życie zależy także od zwykłego ludzkiego szczęścia, dlatego żołnierze Gromu, tak, jak Amerykanie, tuż przed akcją napisali listy pożegnalne do rodzin. Zdobyta platforma została przekazana Amerykanom i podążało się do kolejnych zadań. Umiejętności żołnierzy Gromu docenili Amerykanie. Polacy udowodnili im, że mogą współdziałać z najlepszymi jednostkami specjalnymi tego typu na świecie. W Iraku prowadzono także akcje snajperskie i przeciwsnajperskie. Które dopiero wtedy pokazały, jak można taką broń wykorzystać w praktyce. Podczas działań siły amerykańskie dawały jednostce pełne wsparcie oraz niezbędną ochronę. Siły specjalne pokazały w Iraku, że jest to Ga grupa żołnierzy, przy pomocy której można wykonać zadania o wysokim ryzyku. W Iraku jednostka Grom nie poniosła praktycznie żadnych strat w ludziach. Wschodnia Slawonia, Vukowar – w te zniszczone wojną okolice trafiło w 1997 roku ponad pięćdziesięciu komandosów Gromu. Była to ostatnia enklawa serbska w Chorwacji. Polscy żołnierze przyjechali tu, jako przedstawiciele misji pokojowej ONZ. Komandosi Gromu trafili do miejscowości Edut, kilkanaście kilometrów Vukowaru, a ich bazą stała się była stacja benzynowa. Okazało się, że ten teren należał wcześniej do jednego z bosów tamtejszego świata przestępczego, a jednocześnie wojennego bohatera serbskiego, przed którym ostrzegano polskich żołnierzy. We wschodniej Slawonii żołnierze Gromu mieli być przede wszystkim grupą pierwszego uderzenia w sytuacjach kryzysowych przed pojawieniem się głównych sil ONZ. Ich zadaniem była również ochrona i eskorta wysokich rangą urzędników, które przyjeżdżali na zwaśnione tereny z misją pokojową. Jednak to dwudziesty siódmy czerwca 1997 roku stal się jedną z ważniejszych dat dla jednostki Grom. Tego dnia komandosi zatrzymali we wschodniej Slawonii, w ramach operacji specjalnej, poszukiwanego międzynarodowym listem gończym zbrodniarza wojennego Slavka Dokmanovicia, nazywanego rzeźnikiem Vukowaru. Komandosi Gromu wiedzieli, że Dokmanović przekroczy granicę razem ze swoją ochroną, dwoma samochodami. Konieczne było schwytanie go żywego, by postawić go przed międzynarodowym trybunałem w Hadze.
Ze strachu i z powodu pamięci klęsk, jakich Francuzi doznali podczas pierwszej wojny światowej, nie chcieli ryzykować jakichkolwiek poważniejszych operacji. Duch gigantycznej linii Maginota, wybudowanej na początku lat trzydziestych, systemu, wydawałoby się niezdobytych umocnień, wyznaczał kierunek francuskiej polityki militarnej. Co najważniejsze, w Paryżu i w Londynie bardzo uważnie obserwowano rozwój sytuacji w Polsce. Załamanie naszej obrony mogło dać argumenty zwolennikom ukrycia się za linią Maginota i wstrzymania wszelkich działań przeciwko Niemcom. Podjęcie przez polskie wojska ofensywy, miało więc znaczenie ogromne. Niemcy nie wykryli ruchów armii Poznań i byli nieświadomi zagrożenia, jakie stanowiła dla nich armia Poznań i współdziałająca z nią armia Pomorze. Wszystko zależało od naczelnego wodza, który odrzucił plan generała Kutrzeby. Mijały dni, a każdy mógł wpłynąć na bieg kampanii wrześniowej. Od szóstego września 1939 roku armia Poznań zgodnie z rozkazem naczelnego wodza nieatakowana do tego czasu przez Niemców rozpoczęła marsz z Wielkopolski w stronę warszawy. Miała zając pozycje obronne za Wisłą i stamtąd odpierać uderzenia wrogich armii – taka była koncepcja Marszalka Edwarda Rydza Śmigłego, nieuwzględniająca charakteru wojny, w której silą uderzeniową były samodzielne związki zmotoryzowane i pancerne, przesuwające się znacznie szybciej niż piechota i tabory konne. Sytuacja armii Łódź, którą chciał wspomóc general Kutrzeba, łącząc z nią siły swojej armii Poznań, stawała się z dnia na dzień coraz trudniejsza. Potężne uderzenia niemieckich oddziałów pancernych zmusiły naszych żołnierzy do odwrotu. Niemcy szybko zyskali absolutną przewagę w powietrzu, zadając naszym dywizjonom lotniczym ogromne straty. Oddziały wojska, pozbawione ochrony myśliwców przed wrogimi nalotami nie miały szans na sprawne przegrupowanie. Podjęcie manewru, który mógłby choć na kilka dni zahamować postępy przeciwnika. Krwawiąca armia Łódź nie była w stanie zatrzymać wroga, a jedynym ratunkiem mogło być zespolenie sil. Naczelny wódz popełniał kardynalny blond, nie zgadzając się na plan generała Kutrzeby, przewidujący, że armia Poznań udzieli pomocy armii Łódź. W Warszawie, Rydz Śmigły działał bardzo schematycznie. On chciał ściągnąć wszystkie polskie armie na linię Wisły i Sanu, gdzie miały okopać się i bronić do czasu uzyskania pomocy, która obiecali udzielić polscy sojusznicy. Tym czasem niemieckie wojska, idące w stronę Warszawy odsłaniały swoje skrzydła i niespodziewany manewr mógł zmienić bieg kampanii wrześniowej. Mijal bezcenny czas. Trzeciego września tłumy Polaków szły pod brytyjską ambasadę, bo tego dnia Wielka Brytania wypowiedziała wojnę Niemcom. Zrobiła to również Francja.
