68Zasługi Leonarda da Vinci dla ludzkości są naprawdę nieocenione – i to na wielu płaszczyznach. Jedną z nich jest architektura. W tym miejscu chodzi o konstrukcję budowlaną – wybitny przedstawiciel włoskiego renesansu uchodzi za ojca współczesnych technik budowlanych. To właśnie on jako pierwszy skojarzył ze sobą takie zagadnienia jak mechanika oraz stateczność budowlanej konstrukcji, odkrył, że jedno z drugim jest ściśle powiązane, jednak konstrukcja jako termin powiązany z matematycznymi obliczeniami wszedł do użycia dopiero w dziewiętnastym stuleciu. W konstrukcji budowlanej podstawę stanowią elementy zgrane ze sobą tworząc idealną całość. Do najbardziej istotnych takich elementów zaliczane są między innymi fundamenty, filary, nośne ściany i więźby dachowe. To od tych podstawowych elementów uzależniona jest trwałość konstrukcji. Konstrukcja budowlana dziś wykorzystywana jest powszechnie. Jednym z architektonicznych projektów, jakie stworzył Leonardo da Vinci był most w Konstantynopolu. Projekt tego obiektu powstał w pierwszych latach szesnastego stulecia. Pomysł ten narodził się w głowie wybitnego Włocha, kiedy akurat z dość krótką wizytą gościł on w Rzymie. był wówczas świadkiem rozmowy, jak toczyła się pomiędzy głową Kościoła katolickiego papieżem Aleksandrem VI a posłańcami sułtana. Wszystko wskazuje na to, iż przy tej okazji nadmienili oni, że sułtan bardzo chętnie widziałby Leonarda w roli projektanta mostu zlokalizowanego nad Złotym Rogiem. Innego, tradycyjnego mostu wtedy tam nie było, a jedynie tylko taki, który pływał na beczkach. Budowa mostu w Konstantynopolu trwała generalnie od końca piętnastego wieku, ale w tym czasie da Vinci badał ten teren pod kątem topograficznym. Mostu nie wybudował. Projekt w wersji stumetrowej zrealizowano dopiero przed ośmioma laty.

44Niewolnicy mieszkali w lichych chatkach bez okien. W południowej części Stanów Zjednoczonych biali farmerzy mieli niewielu niewolników. Na liczących kilku niewolników farmach los czarnoskórych pracowników nie był najgorszy. Mieszkali oni w podobnych warunkach jak ich właściciele. Były to drewniane domki, nieco mniejsze niż domy panów. Inaczej było na plantacjach, na których pracowało około trzystu do pięciuset niewolników. Gospodarstwa takie liczyły około pięciuset hektarów. Na obszarze oddalonym od rezydencji właściciela wznoszono specjalną dzielnice dla niewolników. Budynki, w których mieszkali niewolnicy były niskimi, kwadratowymi chatami, połączonymi ścianami, z płaskim dachem, bez okien. W środku pomieszczenia znajdowało się klepisko. W każdym domku mieszkało dziesięciu ludzi, najczęściej były to rodziny. Spali oni na deskach przykrytych zgrzebną wełną. Wielkich plantatorów stać było na wybudowanie zdecydowanie lepszych mieszkań dla niewolników. Nie robili tego, ponieważ uważali, że niewolników należy traktować tak jak zwierzęta, muszą oni wiedzieć, że są nikim. Niekiedy zezwalano niewolnikom na zabawę- tańce i śpiewy. Niewolnikom pracującym na plantacjach nie przysługiwał wolny dzień. Niekiedy zdarzało się, że wymogi produkcji rolnej pozwalały na jeden dzień wolny od pracy. Średnio niewolnik pracował piętnaście godzin dziennie, a w czasie zbiorów nawet dwadzieścia. Znacznie lepszy los spotykał niewolników pracujących w domach panów. Dotyczyło to głównie kobiet, którym udało się dostać do pracy w kuchni, czy przy opiece nad dzieckiem. Na lepsze traktowanie i trochę wolnego czasu liczyć mogli również niewolnicy “wyspecjalizowani”, tworzący na przykłada zespół muzyczny. W dobrym tonie było, kiedy bogaty plantator miał prywatny zespól muzyczny składający się z niewolników, przygrywający gościom. Po dobrych zbiorach, kiedy właściciel był zadowolony ze swoich pracowników pozwalał niekiedy na zabawę przy dźwiękach muzyki. Niewolnicy zapominali i oddawali się zabawie, tańcom i śpiewom. Taniec i śpiew należały do ich ulubionych form rozrywki. Z obawy przed buntem zakazano nauki czytania i pisania. Biali plantatorzy obawiali się, że zdobycie przez niewolników wiedzy może wzbudzić w nich chęć wprowadzenia w życie zasad chrześcijańskich. Głównym miejscem pracy niewolników były plantacje bawełny. Niewolnicy w przeważającej mierze pracowali na plantacjach bawełny. Pewien procent wykonywał inne prace. Uprawiano również ryż i trzcinę cukrową, głównie na granicy Georgii i Florydy. Nieco lepszy los spotykał niewolników pracujących w miastach. Wykonywali oni tam różne zawody. Zajmowali się kowalstwem, ciesielstwie, czy fryzjerstwem. Wykonujący te zawody Murzyni mieli większe szanse na wykupienie się od pana. Rozwijało się rzemiosło i przemysł, w którym zatrudniano głównie czarnoskórych niewolników.W domach bogaczy zatrudniano niewolników do różnych prac. Kobiety zajmowały się wychowywaniem i karmieniem dzieci. Uważano, bowiem, że kobieta karmiąca dziecko traci siły, dlatego mamkami zostawały czarnoskóre kobiety. Dawało im to uprzywilejowaną pozycję, ponieważ dostawały więcej lepszej żywności. Kobiety zajmowały się nie tylko dziećmi, ale również odpowiadały za kuchnie, wszelkie prace domowe i porządki. Mężczyźni pełnili funkcje dozorców, lokajów i portierów. Los “luksusowych” niewolników był o wiele lepszy niż tych pracujących na plantacjach.

14W Polsce nikt nie spodziewał się, że Grom już na początku wojny z Irakiem przejdzie swój chrzest bojowy. Atak na platformę wiertniczą miał rozpocząć wojnę z Irakiem, dlatego zdobycie portu Umkazr było jedną z najważniejszych operacji wojskowych. Zadanie to musiały wykonać jednostki specjalne, a Grom ćwiczył szturm na amerykańskich lotniskowcach. Żołnierze Gromu wiedzieli, ze ich życie zależy nie tylko od wytrenowanych umiejętności. Tak jak tu, przed atakiem na iracką platformę wiertniczą, trenowali na zaznaczonej na piasku makiecie portu Umkazr, to ich życie zależy także od zwykłego ludzkiego szczęścia, dlatego żołnierze Gromu, tak, jak Amerykanie, tuż przed akcją napisali listy pożegnalne do rodzin. Zdobyta platforma została przekazana Amerykanom i podążało się do kolejnych zadań. Umiejętności żołnierzy Gromu docenili Amerykanie. Polacy udowodnili im, że mogą współdziałać z najlepszymi jednostkami specjalnymi tego typu na świecie. W Iraku prowadzono także akcje snajperskie i przeciwsnajperskie. Które dopiero wtedy pokazały, jak można taką broń wykorzystać w praktyce. Podczas działań siły amerykańskie dawały jednostce pełne wsparcie oraz niezbędną ochronę. Siły specjalne pokazały w Iraku, że jest to Ga grupa żołnierzy, przy pomocy której można wykonać zadania o wysokim ryzyku. W Iraku jednostka Grom nie poniosła praktycznie żadnych strat w ludziach. Wschodnia Slawonia, Vukowar – w te zniszczone wojną okolice trafiło w 1997 roku ponad pięćdziesięciu komandosów Gromu. Była to ostatnia enklawa serbska w Chorwacji. Polscy żołnierze przyjechali tu, jako przedstawiciele misji pokojowej ONZ. Komandosi Gromu trafili do miejscowości Edut, kilkanaście kilometrów Vukowaru, a ich bazą stała się była stacja benzynowa. Okazało się, że ten teren należał wcześniej do jednego z bosów tamtejszego świata przestępczego, a jednocześnie wojennego bohatera serbskiego, przed którym ostrzegano polskich żołnierzy. We wschodniej Slawonii żołnierze Gromu mieli być przede wszystkim grupą pierwszego uderzenia w sytuacjach kryzysowych przed pojawieniem się głównych sil ONZ. Ich zadaniem była również ochrona i eskorta wysokich rangą urzędników, które przyjeżdżali na zwaśnione tereny z misją pokojową. Jednak to dwudziesty siódmy czerwca 1997 roku stal się jedną z ważniejszych dat dla jednostki Grom. Tego dnia komandosi zatrzymali we wschodniej Slawonii, w ramach operacji specjalnej, poszukiwanego międzynarodowym listem gończym zbrodniarza wojennego Slavka Dokmanovicia, nazywanego rzeźnikiem Vukowaru. Komandosi Gromu wiedzieli, że Dokmanović przekroczy granicę razem ze swoją ochroną, dwoma samochodami. Konieczne było schwytanie go żywego, by postawić go przed międzynarodowym trybunałem w Hadze.

22Ze strachu i z powodu pamięci klęsk, jakich Francuzi doznali podczas pierwszej wojny światowej, nie chcieli ryzykować jakichkolwiek poważniejszych operacji. Duch gigantycznej linii Maginota, wybudowanej na początku lat trzydziestych, systemu, wydawałoby się niezdobytych umocnień, wyznaczał kierunek francuskiej polityki militarnej. Co najważniejsze, w Paryżu i w Londynie bardzo uważnie obserwowano rozwój sytuacji w Polsce. Załamanie naszej obrony mogło dać argumenty zwolennikom ukrycia się za linią Maginota i wstrzymania wszelkich działań przeciwko Niemcom. Podjęcie przez polskie wojska ofensywy, miało więc znaczenie ogromne. Niemcy nie wykryli ruchów armii Poznań i byli nieświadomi zagrożenia, jakie stanowiła dla nich armia Poznań i współdziałająca z nią armia Pomorze. Wszystko zależało od naczelnego wodza, który odrzucił plan generała Kutrzeby. Mijały dni, a każdy mógł wpłynąć na bieg kampanii wrześniowej. Od szóstego września 1939 roku armia Poznań zgodnie z rozkazem naczelnego wodza nieatakowana do tego czasu przez Niemców rozpoczęła marsz z Wielkopolski w stronę warszawy. Miała zając pozycje obronne za Wisłą i stamtąd odpierać uderzenia wrogich armii – taka była koncepcja Marszalka Edwarda Rydza Śmigłego, nieuwzględniająca charakteru wojny, w której silą uderzeniową były samodzielne związki zmotoryzowane i pancerne, przesuwające się znacznie szybciej niż piechota i tabory konne. Sytuacja armii Łódź, którą chciał wspomóc general Kutrzeba, łącząc z nią siły swojej armii Poznań, stawała się z dnia na dzień coraz trudniejsza. Potężne uderzenia niemieckich oddziałów pancernych zmusiły naszych żołnierzy do odwrotu. Niemcy szybko zyskali absolutną przewagę w powietrzu, zadając naszym dywizjonom lotniczym ogromne straty. Oddziały wojska, pozbawione ochrony myśliwców przed wrogimi nalotami nie miały szans na sprawne przegrupowanie. Podjęcie manewru, który mógłby choć na kilka dni zahamować postępy przeciwnika. Krwawiąca armia Łódź nie była w stanie zatrzymać wroga, a jedynym ratunkiem mogło być zespolenie sil. Naczelny wódz popełniał kardynalny blond, nie zgadzając się na plan generała Kutrzeby, przewidujący, że armia Poznań udzieli pomocy armii Łódź. W Warszawie, Rydz Śmigły działał bardzo schematycznie. On chciał ściągnąć wszystkie polskie armie na linię Wisły i Sanu, gdzie miały okopać się i bronić do czasu uzyskania pomocy, która obiecali udzielić polscy sojusznicy. Tym czasem niemieckie wojska, idące w stronę Warszawy odsłaniały swoje skrzydła i niespodziewany manewr mógł zmienić bieg kampanii wrześniowej. Mijal bezcenny czas. Trzeciego września tłumy Polaków szły pod brytyjską ambasadę, bo tego dnia Wielka Brytania wypowiedziała wojnę Niemcom. Zrobiła to również Francja.