Ciekawostki, Nauka, Wojsko | 4 sierpnia 2010 | Tagi: broń, budowa, doświadczenie, Niemcy, ośrodek, potwierdzenie, precyzja, rakieta, raport
W 1936 roku w rejonie wioski rybackiej na wyspie Uznam Niemcy rozpoczęli budowę ośrodka doświadczalnego Luft Waffen i wojsk lądowych Pen Minden. Od 1937 roku konstruowano tam i prowadzono próby z rakietami A3, a następnie A4, nazwanymi później V2. Głównym konstruktorem był Verner von Braun. Jego zespól musiał pokonać niezwykle trudności, jakie przynosiła budowa nowej broni. Dziesiątki prób na poligonie doświadczalnym na wyspie Uznam zakończyło się wielkim niepowodzeniem, pociągając za sobą wiele ofiar wśród więźniów, zapędzonych tam do prac nad rozbudową ośrodka. Pierwszy udany start odbył się dopiero trzynastego czerwca 1942 roku, ale rakieta eksplodowała po przeleceniu tysiąca trzystu metrów. Całkowicie udana próba miała miejsce dopiero trzeciego października, jednakże do ostatecznego sukcesu było jeszcze daleko. Brytyjczycy dowiedzieli się o istnieniu ośrodka z tak zwanego raportu “Oslo” w 1939 roku, co potwierdziły precyzyjne raporty wywiadu Armii Krajowej, które do nich dotarły. Nie należy sądzić, że rząd brytyjski pozostawił ten problem samemu sobie. Podstawą sukcesu jest wiedza o ruchach, jakie ma zamiar powziąć przeciwnik, a takie informacje Brytyjczycy mieli, chociażby z działań, przeprowadzanych przez wywiady swojego kraju, jak i innych państw, a także dzięki radarom i systemowi ultra. Pomimo kiepskich sil lotniczych, Brytyjczycy mieli inną przewagę: radar i ultrę. W lipcu 1940 roku wzdłuż angielskiego wybrzeża działało osiemdziesiąt stacji radiolokacyjnych, z których informacje przekazywane były do dowództwa lotnictwa myśliwskiego. System ultra, polegający na możliwości odczytywania zaszyfrowanych niemieckich rozkazów pozwalał brytyjskiemu dowództwu w zorientowaniu się, gdzie nastąpi nalot i jaka będzie jego siła. Dzięki temu dowództwo lotnictwa myśliwskiego mogło doskonale gospodarować szczupłymi silami i zadawać Niemcom duże straty. Powietrzna bitwa o Anglię, która rozpoczęła się na początku lipca 1940 roku nie przyniosła Hitlerowi zwycięstwa, o którym myślał, że rzuci Anglików na kolana. Dzień trzydziesty pierwszy października przyjmuje się za datę końcową bitwy, w której Niemcy ponieśli pierwszą strategiczną klęskę w drugiej wojnie światowej. Hitler sadził jednak, że jego nowa broń rozstrzygnie ostatecznie losy wojny na korzyść III Rzeszy. Z miasteczka Wizernee, na południu Francji do Londynu jest dwieście kilometrów, wystarczająco blisko, aby Niemcy mogli myśleć o ostrzeliwaniu stolicy Wielkiej Brytanii za pomocą nowej broni, rakiet V2. One miały startować z gigantycznej podziemnej wyrzutni, którą zamontowano właśnie w tym małym, przygranicznym miasteczku Wizernee.


Żołnierze Gromu potrafią działać skutecznie zarówno na lądzie, jak i w wodzie. Ludzie ci są uniwersalni i potrafią sobie dać radę w każdej sytuacji. To, co obecnie jest największą bolączką Gromu, to jest możliwość działania w wymiarze powietrznym: brakuje zarówno śmigłowców oraz pilotów, którzy by doskonale rozumieli specyfikę działania tej jednostki, jak i samolotów. Pojawiło się dużo bardzo dobrego sprzętu, który powoduje, że jednostka znajduje się w światowej ekstralidze i można stwierdzić, że ten wysoki poziom będzie utrzymany. Sprzęt, jaki posiada jednostka pochodzi z Izraela. Jednostki specjalne muszą zaskoczyć przeciwnika, dlatego Amerykanie i Brytyjczycy skaczą na spadochronach z wysokości dziesięciu tysięcy metrów, co daje im możliwość działania w każdym miejscu na ziemi. Na takiej wysokości człowiek nie może samodzielnie oddychać, dlatego żołnierze wyposażeni są w aparaty tlenowe. Burza i deszcz spowodowały, że pierwszy w Polsce skok z tej wysokości wykonany był na granicy bezpieczeństwa. Dla jednostek specjalnych bardzo ważne jest, by każdy żołnierz mógł w każdej chwili zabrać cały sprzęt, który jest mu potrzebny do wykonania zadania. Ekwipunek waży dziewięćdziesiąt kilogramów. Od listopada 2006 roku Grom ma nowego dowódcę. Podejmowane będą procedury, które pomogą jeszcze lepiej wykorzystać jednostkę pod względem bezpieczeństwa. Zadania uwolnienia sześciu agentów CEA z Iraku nie chcieli się podjąć ani Anglicy, ani Francuzi. Za to rząd amerykański nie tylko pomógł w umorzeniu części polskich długów, ale również zaangażował się w tworzenie wojskowej formacji Grom. Bez pomocy rządu Stanów Zjednoczonych utworzenie Gromu raczej nie byłoby możliwe. Trzynastego lipca 1990 roku powstała tajna formacja Grom, ale później nazwa została rozwinięta: Grupa Reagowania Operacyjno-Manewrowego. W oficjalnych dokumentach zarejestrowano ją, jako jednostkę wojskową 2305. Nazwa Grom ma związek z heroiczną akcją Gromosława Czępińskiego, a dodatkowo, sama nazwa dobrze brzmi. Grom powstał w dużej mierze tylko dlatego, że znalazł się człowiek, który był w stanie stworzyć taką organizację. Po kilku miesiącach pierwsza grupa szesnastu żołnierzy z dowódcą Gromu wyjechała do Stanów Zjednoczonych na szkolenie w najlepszej na świecie amerykańskiej jednostce specjalnej Delta Force. Była to grupa inicjatywna dowódców przyszłych pododdziałów. Selekcję do grupy Grom prowadzono na wzór selekcji do podobnych grup amerykańskich. Z całej grupy kandydatów wybrano zaledwie około dziesięciu osób. Już na pierwszych ćwiczeniach, gdy tylko powstała pierwsza sekcja szturmowa grupy Grom, jej żołnierze używali ostrej amunicji i materiałów wybuchowych.
Adolf Hitler przybył, aby uczestniczyć w ceremonii podpisania zawieszenia broni, kończąceg0 błyskawiczną wojnę we Francji do miasta Campagne. To na jego rozkaz, z pobliskiego muzeum wyciągnięto wagon, w którym jedenastego listopada 1918 roku niemiecka delegacja podpisywała zawieszenie broni. Uważał, że zmywa tamten hańbiący Niemców akt. Na krótko przed południem przybył general Hunziger, któremu towarzyszyli przedstawiciele dowództwa innych rodzajów francuskich sil zbrojnych. Dwudziestego drugiego czerwca 1940 roku Francja została podzielona na północną część, okupowaną i południową, tak zwaną wolną strefę, poddaną władzy rządu francuskiego. Tym samym wojna we Francji zakończyła się. Trwała wojna z Wielką Brytanią, która tylko kanał La Manche uchronił przed wkroczeniem niemieckich dywizji. Hitler był jednak dobrej myśli; uważał, że osamotniona Brytania nie może długo walczyć i oczekiwał, że rząd brytyjski wystąpi z prośbą o zawarcie pokoju. Tym czasem premier Winston Churchill odrzucał wszelkie propozycje i niezmiennie odpowiadał, że nie podejmie rokowań z Hitlerem. Trzeba było więc zmusić go, aby zmienił zdanie, terroryzując ludność. Angielskie miejscowości nad brzegiem kanału La Manche znalazły się w zasięgu niemieckich, ciężkich dział, które od początku lipca zaczęto instalować w rejonie Cale. Relacje między kierownictwem, a współpracownikami były oparte przede wszystkim na wzajemnym zaufaniu. W lutym 1942 roku przyspieszono budowę, a organizacja korzystała z typowych planów, natomiast ilość materiałów, godziny pracy i technologia, zależały od przeznaczenia bunkra. Organizacja tooda zatrudniała podwykonawców, którzy korzystali z miejscowej siły roboczej. Pod koniec wojny, przy budowie walu atlantyckiego pracowało około miliona ludzi, większość z nich pod przymusem. Holenderski port w Lisingen, jeden z możliwych punktów lądowania aliantów Niemcy zamierzali zamienić w niezdobyty bastion. Zarówno na plażach, jak i w głębi lądu umieszczono zapory przeciwpancerne, tak zwane zęby smoka. Wielu robotników podejmowało tę pracę z konieczności, całkiem dobrowolnie, by mieć jakiekolwiek środki na utrzymanie. Również we Francji sytuacja wyglądała podobnie. Ludzie nie mieli wyboru i musieli podejmować współpracę z wermachtem. Można było pracować we Francji, we francuskiej firmie lub jechać prosto do Niemiec. Niemieccy żołnierze, mieszkający w bunkrach mieli swoje piekarnie, łaźnie i toalety. Był to bardzo sprawnie działający system: najpierw mówiono, gdzie i jaki bunkier ma powstać, potem przygotowywano plac budowy. Budowa jednego bunkra trwała trzy miesiące. Niemcy okazali się specjalistami od betonu.
