Ludzie | 1 września 2010 | Tagi: biały, bunt, Jack, kapitan, mord, osadnik, plemię, wzór, zabójstwo, zło
Gdy nadchodziło wojsko, Modokowie skryli się w jaskiniach. Nawet po tym, jak Indianie zgładzili przywódców komitetu i własnych przyjaciół minęły jeszcze długie tygodnie, zanim ich ujęto. Wewnętrzne spory zmusiły ich w końcu do wyjścia z ukrycia, co pozwoliło ich złapać. Najwięksi bandyci uratowali skórę, godząc się na współpracę z władzami. Kapitan Jack i trójka innych zawiśli na stryczku w rok po powstaniu, a pozostałych wysłano do Cansas, skąd później przeniesiono ich do agencji na północno wschodnim skraju indiańskiego terytorium, gdzie zostali rolnikami i górnikami, na wzór białych. Ledwie sześć lat po powstaniu, przywódca grupy, mordujących białych osadników wstąpił do klasztoru iż zaczął nawracać swoich towarzyszy. Była to szybka przemiana. Apacze nadal nie złożyli broni, ale nie tylko oni zakłócali spokój. Po północnym Meksyku i południowych Stanach Zjednoczonych krążyło wiele grup, zaprawionych w bojach. Językowo byli spokrewnieni z Navaho i podobnie, jak oni, nazywali się Denei. Zaciekłością i odpornością przewyższali nawet ich. Walczyli z meksykanami od wieków, a kiedy osadnicy przybyli do Arizony, szybko dołączyli do listy wrogów. Po zasiedleniu tego terytorium, przez blisko trzydzieści lat osadnicy uważali, że Apacze są tak groźni, jak grzechotniki i zasługują na podobne traktowanie., choć należy wspomnieć, że indiańskie dzieci były wykorzystywane przez osadników, jako służba. Zima wydawała się być dość spokojna, jednak latem Czejenowie zaczęli narzekać, że nie dostali kolejnych podarunków, a szczególnie życzyli sobie broni i amunicji. Kiedy te dotarły, lekką ręką przekazano je Indianom, a ci natychmiast wrócili na wojenną ścieżkę. Rzymski Nos, lepiej znany, jako Nietoperz był jednocześnie bohaterem i ofiarą w bitwie, która rozegrała się latem 1868 roku. Na jednym ze szlaków, nieopodal wschodniej granicy stanu Kolorado, Indianie zaatakowali grupę zwiadowców pod dowództwem majora Forsaytha. Obrońcy utrzymali się przez dziewięć dni, aż napastnicy zrezygnowali. Ich konie zginęły, a żołnierze nie chcieli zostawić rannych. Indianie należeli do plemienia Czejenów, Siuksów i Arapacho. Ich grupa liczyła w sumie kilkuset wojowników. Rzymski Nos nie był wodzem, jednak towarzysze podążyli za nim do walki. Pierwszego dnia bitwy unikał starcia. Rzymski Nos wiedział, że jeśli uderzy, nie doczeka kolejnej bitwy. Miał tutaj rację: zła wróżba, którą zignorował okazała się śmiertelna. Był wśród poległych, których zabrano z pola walki. Indianie rzadko zwyciężali w dużych bitwach. O wiele krwawsze żniwo zbierali w napadach na powozy i traperów. General Sherydan zdecydował się zorganizować przeciwko nim zimową kampanię. W listopadzie, w okresie wielkich zamieci postanowiono uderzyć na obóz Czejenów.


Religia chrześcijańska a koniec świata Na początku trzeba jasno stwierdzić, iż religia nie zajmowała się poznaniem Wszechświata. Natomiast w przypadku Ziemi, owszem, owszem zostały zapisane w Piśmie Świętym wersy, które mają świadczyć o końcu naszej egzystencji. Dlaczego tak jest? Pewnie dlatego, że ewangeliści i późniejsi autorzy nie zajmowali się astrologią. Może dlatego, że była to dziedzina wiedzy, która była przeznaczona jedynie przez kapłanów pogańskich. Koniec świata został opisany w Apokalipsie Świętego Jana. Autorem tej wizji miał być najmłodszy z apostołów. Łączyć go miały szczególne stosunki z Jezusem. Apokalipsa została napisana w osamotnieniu, w czasie wygnania na bezludnej wyspie. Według zdania teologów katolickich Apokalipsa jest pewnego rodzaju alegorią, która opowiada o końcu świata. Według nauk teologii większości Kościołów protestanckich jest ona dokładnym opisem aktu zniszczenia Ziemi przez Boga. W każdym razie mają być mordy, zarazy, epidemie, wojny itp. Nauka ma swoje zdanie odnośnie zakończenia bytu naszej planety. Związana jest ona z wygaśnięciem słońca. Zdaniem naukowców planeta jest na tyle zależna od warunków na słońcu, iż najmniejsze wahania na tej gwieździe, zniszczy życie. Oczywiście zawsze istnieje szansa, że to człowiek doprowadzi do zniszczenia naszej planety. Supergromady Jesteśmy ludźmi, zamieszkujemy planetę Ziemię. Według posiadanej przez nasz wiedzą we wszechświecie jesteśmy wyjątkowymi istotami. Jednak może być inaczej. Trzeba jasno i wyraźnie stwierdzić, iż prawie cała materia wszechświata została zawarta w supergromadach. Co to takiego? To zgrupowanie gromad galaktyk. Galaktyki są zgrupowane w gromady, gromady w supergromadach. Droga Mleczna jest jedną z galaktyk, które należą do Grupy Lokalnej. Ta z kolei składa się z m.in. z Wielkiej Mgławicy w Andromedzie w Gwiazdozbiorze Trójkąta i około dwudziestu innych, małych galaktyk. Większość planet jest zgrupowana w opisany wyżej sposób. Niektóre gromady posiadają po kilka tysięcy galaktyk. Grupy i gromady są skupione w supergromady. Nasza Grupa Lokalna należy wraz z innymi gromadami do supergromady w Gwiazdozbiorze Panny. Oprócz takich skupisk istnieją we Wszechświecie pustki. Jest to ogromny obszar nie zawierający materii, lub prawie nie zawierający materii. Pierwsza z poznanych pustek znajduje się w gwiazdozbiorze Wolarza i ma obszar o średnicy większej niż 250 milionów lat świetlnych. Oznacza to, że nie znamy wszechświata i być może nie jesteśmy istotami wyjątkowymi.
Wielomiesięczne oblężenie najwspanialszego miasta helleńskiego, Aten, i ich portu, Pireusu W każdym bądź razie Sulla wyruszył na wojnę z początkiem roku 87, a do Hellady dotarł latem tegoż roku. Większość miast greckich od razu oddała się pod jego władzę, bo i wcześniej nie była zbyt chętna do pozostawania w sojuszu z barbarzyńskim Mitrydatesem. Jedynie Ateny i Pireus stawiły opór. Ateny były podówczas rządzone przez jedynowładcę Arystiona, bliskiego współpracownika króla Mitrytadesa, z kolei w Pireusie, porcie ateńskim, przebywał Archelaos, glówny dowódca sił pontyjskich. Sulla przystąpił więc do oblężenia tychże miejsc, co niezwykle barwnie i dokładnie opisuje w swej “Historii rzymskiej” Appian z Aleksandrii, a poniekąd także Plutarch z Cheroneji w “Żywocie Sulli”. Nie wchodząc w szczegóły oblężenia wspomnieć wystarczy, że Sulla w końcu Ateny i Pireus zdobył, dość okrutnie się z nimi obchodząc. Otóż większość mieszkańców Aten została wymordowana, a Pireus został niemal całkowicie spalony, Sulla nie oszczędził w nim nawet sławnych budowli. Była to zemsta za to, że tak długo punkty te opierały się jego władzy. Aristion, władca Aten, został przez Sullę otruty, Archelaos jednak uciekł – schronił się na wyspie w pobliżu Pireusu, wg Plutarcha na Munichii, a Sulla nie mając okrętów nie mógł podjąć pościgu. Zwycięska bitwa pod Cheroneją, wielka klęska barbarzyńców W Beocji Lucjusz Sulla podjął bitwę pod Cheroneją. W zasadzie “podjął” to złe słowo, Sulla bowiem sam – mając kilkukrotnie mniej wojsk niż wróg – zaatakował nieprzyjaciela. Zrobił to, bowiem Archelaos dowodzący wrażymi wojskami popełnił fatalny błąd taktyczny. Otóż rozłożył on się obozem w pobliżu Cheroneji, nie chcąc jeszcze podejmować bitwy. Na miejsce obozu wybrał miejsce ze trzech stron otoczone górami, a więc takie, z którego nie można było uciekać. Był to ponadto teren pagórkowaty, na którym konnica i wozy z kosami nie mogły rozwinąć swej pełnej siły. Miejsce to nadawało się jedynie do obrony. Archelaos nie spodziewał się bowiem, że Sulla od razu go zaatakuje, a ten właśnie to uczynił. Korzystając z kiepskiego miejsca w jakim znajdowały się wojska Archelaosa oraz z nieprzygotowania jego armii do bitwy Sulla błyskawicznie dał rozkaz ataku. Początkowo bitwa przebiegała z korzyścią dla Rzymian, potem na pewien czas role się odwróciły, ale ostatecznie, dzięki błyskawicznemu działaniu Sulli i kolejnemu błędowi Archelaosa wojska rzymskie odniosły świetne zwycięstwo nad barbarzyńcami. Wrogów zginęło około 95-100 tysięcy, podczas gdy Sulla stracił jedynie – jak sam twierdził w swych “Wspomnieniach” kilkunastu ludzi.
