Karty historii | 28 lipca 2010 | Tagi: bitwa, dzień, generał, koniec, ostatni, październik, przewiezienie, siła, siły
General Kleberg liczył, że minie co najmniej jeden dzień, zanim siły te dotrą na pole walki, ale piątego października polskie natarcie załamało się. Dalsza walka z dwoma niemieckimi dywizjami nie miała już sensu, gdyż wyczerpała się amunicja. Drogą w Kocku, rano, szóstego października wjechała kolumna samochodów pancernych. W jednym z tych samochodów był general Kleberg, przywieziono go tutaj, aby na dziedzińcu pałacu złożył honorową kapitulację. Honorową dlatego, gdyż tak Niemcy podeszli do tego wydarzenia. Ustawili kompanię honorową i oddawali cześć walecznym wrogom i ich dowódcy, generałowi Klebergowi. Tysiąc dwustu pięćdziesięciu oficerów i piętnaście i pól tysiąca żołnierzy samodzielnej grupy operacyjnej zakończyło ostatnią walkę kampanii wrześniowej. Żołnierze zaczęli składać broń. Piątego października po południu general Kleberg wydal ostatni rozkaz. Na cmentarzu pod Kockiem leży osiemdziesięciu żołnierzy generała Kleberga z dwustu sześćdziesięciu, którzy zginęli w tej bitwie. On sam zmarł w niewoli w 1941 roku, a jego prochy sprowadzono do Kocka trzydzieści lat później. Dwudziestego szóstego października, już po wcieleniu części Polski do III Rzeszy Niemcy utworzyli Generalną Gubernię, poddaną władzy absolutnej generalnego gubernatora, zadaniem którego było wyniszczenie inteligencji i przekształcenie Polaków w niewolników. Pod Serokomlą dywizja kawalerii samodzielnej grupy operacyjnej, jako pierwsza miała przyjąć niemieckie uderzenie. Sytuacja była bardzo poważna: spodziewano się, że nieprzyjaciel może wprowadzić do walki broń pancerną. W rejonie Kocka i Talczyna szykowała się do walki piechota. W tej bitwie uwidaczniał się charakter całej kampanii wrześniowej. Kawaleria i piechota stawały naprzeciw wojsk zmotoryzowanych, zdolnych do szybkiego manewru, wyposażonych w silną artylerię i broń pancerną, którym wsparcia mogły udzielić samoloty. Rankiem drugiego października na przedpolu pojawiły się niemieckie samochody pancerne, które miały osłonić natarcie niemieckiej piechoty. Była to groźna broń, lecz polska kawaleria okopana, dobrze przygotowana do obrony miała czym zwalczać niemieckie pojazdy pancerne. Najlepszy przeciwpancerny karabin drugiej wojny światowej, stworzony przez polskich konstruktorów, broń bardzo skuteczna i mająca wiele zalet: był lekki, nie wymagał specjalnych umiejętności od żołnierza, był przyjazny dla żołnierza, a mógł niszczyć niemieckie czołgi. Wystrzeliwał maleńkie pociski, które niewiele różniły się od pocisku karabinowego, a ten pocisk, wystrzelony z odległości trzystu metrów mógł przebić pancerz o grubości piętnastu milimetrów. Trafiając w pancerz wybijał korek i te fragmenty pancerza wpadały do wnętrza czołgu i zabijały załogę.


Niemcy obali tę samą drogę, jaką przebyli w czasie inwazji na Francję. Dowódcą tej operacji był Skorzenna. Ubrani w amerykańskie mundury Niemcy mieli szerzyć zamęt wśród aliantów. Ludzie, którzy przeniknęli, siali zamęt, wprowadzali kompletną dezinformację i zmieniali znaki. Podstęp się udał, a w ciągu kilku dni Niemcy wzięli do niewoli tysiące Amerykanów. Pojawiły się pogłoski o niemieckich szpiegach w amerykańskich mundurach żołnierzy poddawano szczegółowej kontroli, zadając pytania, na które Niemcy nie mogli znać odpowiedzi. Ostatecznie Niemców zatrzymał niesłabnący opór oraz brak paliwa. Niemieckie siły zostały zdziesiątkowane. Kilku ludzi Skorzeny złapano i rozstrzelano, a ostatnia nadzieja Hitlera zgasła. W lutym 1945 r. Skorzenna został odesłany na linię frontu z Armią czerwoną. Jeszcze jeden rozkaz otrzymał do wypełnienia: było to zniszczenie mostu na Renie. Wysiłki jego ludzi nie przyniosły efekty, a most zawalił się w końcu sam, na skutek działań wojennych i nadmiaru ciężaru. W maju został odesłany w Alpy, by przygotować się do ostatecznego starcia. Po wiadomości, że Hitler zastrzelił się, poddał się Amerykanom, a 2 lata później stanął przed sądem za popełnione zbrodnie wojenne. Po ucieczce z więzienia związał się z organizacją Odessa, pomagającą znaleźć schronienie nazistom; zmarł na raka w 1975r. W czasie pijackiej burdy strzelił do portretu holenderskiego księcia, za co zamknięto go w koszarach na 6 tygodni i wstrzymano awans. Zrehabilitował się w czasie inwazji na Jugosławię. Pojmał 57 wrogich żołnierzy, w tym trzech oficerów. Gdy otrzymał pierwszą nagrodę za odwagę, awansował na porucznika. Jego dywizja wzięła udział w operacji Barbarossa, tj. inwazji na Związek Radziecki. Jego zadaniem było dbanie o czołgi i inne pojazdy dywizji, ale wziął tez udział w działaniach na froncie. Podczas jednego z rosyjskich bombardowań, Skorzeny został poważnie ranny w Glowem. Po wyleczeniu ran wysyłano go do Francji oraz Holandii, nim wrócił na rosyjski front. Przed samą bitwą pod Stalingradem znów zachorował i odesłano go na leczenie. Z powodu poważnej choroby wycofano go z walki. Został później wysłany do zakładów naprawczych w Berlinie, gdzie przebywał przez kilka miesięcy. Militarna kariera Skorzeny wydawała się dobiegać końca. W 1943 roku Niemcy zaczęli reorganizację swoich służb wywiadowczych, m.in. siły specjalne. Naczelne niemieckie dowództwo stworzyło podobna jednostkę, jaką posiadali alianci.
